10 listopada 2017

Jak oni pracują? Agata Napiórska


Człowiek do dyspozycji dostaje codziennie tyle samo czasu- 24 godziny. O dziwo ludzie znani i zapracowani, nie dostają dodatkowych godzin. I my, szaraczki, w ciągłym niedoczasie zastanawiamy się jak to możliwe, że ktoś ma czas na pisanie książek. Albo po prostu, jak to robią.

źródło 
Inspiracją do książki było, wydane nieco wcześniej, Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły. Skupiła się ona na największych tego świata w literaturze, muzyce i sztuce. Pani Napiórska we wstępie sama przyznaję się do tego, że zaczynając pracę na własną rękę, trudno jej było się z pracą wyrobić. Bo to pranie, bo to sen i nagle całą pracę musiała wcisnąć na ostatnią chwilę. Ani to zdrowe, ani przyjemne. Dla nas i dla siebie, postanowiła zrobić polską wersję zagranicznej książki (tym razem z żywymi artystami i pisarzami) w formie wywiadu i podpytać, jak radzą sobie z terminami, ile dziennie pracują i co by zrobili z wygraną w totka. 

W książce mamy sześćdziesiąt wywiadów z najpopularniejszymi i najważniejszymi twórcami obecnie, min. Katarzyna Bonda, Henryk Jerzy Chmielewski, Jerzy Pilch. Każdy z nich ma inny system pracy, godziny i miejsca. Jedni uważają, że pracować należy po kilka godzin dziennie, inni zaś dzielą ją na kilka intensywnych miesięcy i odchorowywanie wszystkiego później.

Nie będę się wgłębiać w każdy wywiad, ale są one chyba w standardowej formie. Mamy typowo: pytanie-odpowiedź, albo dłuższy opis przykładowego dnia danej osoby. Czasami są też jakieś niewielkie wtrącenia albo opis miejsca spotkania. 

Najważniejsza myśli po przeczytaniu? Samemu trzeba znaleźć złoty środek. No i wszyscy czasami cierpimy na brak chęci i pomysłów. Nawet ci znani w swojej branży jako fachowcy.




31 października 2017

Nie pisze długich recenzji


Uwielbiam czytać książki. Uwielbiam o nich mówić, oglądać co mówią o nich inni itd. Jednak kompletnie nie radzę sobie z recenzjami książek.Z długimi recenzjami. Wiecie, no umiem streścić fabułę, napisać co mi się podobało, a co nie. Ale hej! Przy dobrych wiatrach jest to może z pół strony. Ze zdjęciem okładki. Pół strony. Kombinowania i starania się robić to jak inni profesjonalni czytacze. Po godzinie w bólach- jedno zdanie więcej. Powitalne zdanie. Damn it. 

Nie jestem człowiekiem długich recenzji. Dlatego będę pisać dość krótkie jak na standardy (są takie? bo nie jestem już pewna). I koniec. Nadszedł ten moment, kiedy przestaje się okłamywać, że lifestylowy styl to mój styl. Zbyt ponura w nim jestem i kurwica mi się włącza automatycznie. 

Miałam pisać o czymś innym. Ale pisanie o książkach to dla mnie, jak pisanie o miłości dla Szekspira. Po prostu uwielbiam to robić. Jeszcze jak ktoś może przeczyta coś z mojego polecenia i to pokocha? Najlepsze uczucie ever. Chociaż do ciasta bezowego po ciężkim dniu się nie umywa. Ale jest wystarczająco blisko. 

Buźki*
I pozdrawiam serdecznie

* idę czytać dalej książkę:) czujecie tą miłość nie ? 

29 października 2017

Dałam sobie szlaban na otwieranie się

źródło


Kontakty z innymi nie szły mi jakoś super. Teraz nie jest lepiej, ale wcześniej jakoś jeszcze chciałam żeby mnie poznano. Pragnęłam dowiedzieć się o drugiej osobie wszystkiego. Szukałam przyjaciół i miłości.

Miłości szukam odkąd pamiętam.


Znalazłam za to głupca z dobrym sercem i człowieka- pijawkę, który zniszczył we mnie zbyt wiele.


Zamiast koszul noszę teraz bluzy i męskie podkoszulki. Czytam wszystko tylko nie romanse. Muzyki słucham na full i to tylko takiej, która nie otwiera we mnie zbyt wiele.


Przeklinam zamiast się zachwycać. Chodzę jak chłopak, żeby nikt mnie nie zaczepiał. Nie wychodzę z domu bez słuchawek.

Zniszczono mnie znacznie wcześniej.
Inni mają gorzej.

Są też skamieliny duszy.

Pozdrawiam


23 września 2017

Musiałam usłyszeć, że nie zwariowałam


Byłam u psychologa. Przepłakałam całą wizytę. Opowiadałam tylko o sobie. Jak na dziewiętnaście lat było tego sporo i nie było to proste do wyjaśniania. Dałam radę. Psycholog powiedział mi wtedy kilka rzeczy.

I nie było to "jesteś wariatką, wyolbrzymiasz".

Na drugiej wizycie byłam pół godziny i stwierdziłam, że już nie potrzebuje kolejnych.

Zrozumiałam po prostu, co jest ze mną nie tak. I wiem, że muszę pracować nad sobą jeszcze bardziej niż wcześniej.

A co najważniejsze- muszę nauczyć się dzielić swoimi myślami z innymi, z bliskimi. Bo tego nie potrafię. Duszę sobie wszystko pod warstwą "nic mi nie jest, wyśpie to i będzie dobrze". I to działa. Do momentu przeładowania kompletnego, kiedy leżę w łóżku i mam dość wszystkiego. Tak bywa. Tak jest.

Czy to źle, że poszłam do psychologa? Nie. Bez tego, nie zrozumiałabym, co muszę zmienić. I męczyłabym się ze sobą zdecydowanie dłużej.

Nie lubiłam siebie. Teraz lubię trochę bardziej. Pewnie zmieni się to jeszcze kilkanaście razy. Nie jest to ważne.

Będzie lepiej. Dzisiaj było lepiej. Poczułam to siedząc w ławce na rozpoczęciu roku w zaocznej szkole.

Bo chce ją skończyć i nie zapowiada się, żeby niebo spadło mi na głowę. A nawet jeśli to cóż...raz już spadło, drugi raz też, a ja wciąż się jakoś trzymam.

Jestem trochę złamana w środku. Trochę zdrętwiałam. Takie jednak jest chyba dorastanie.

Dostając po dupie  nauczyłam się, że jestem w stanie dać sobie radę. I to całkiem dobrze.

Skoro ja dałam radę, to ty też. Bo czemu by nie.


 zdjęcie pochodzi ze strony tumblr.com 

5 sierpnia 2017

Cześć...

To Ja. Istota homo sapiens, która chciałaby się czymś podzielić. Dlatego będę tutaj pisać. Nie wiem, w jakim kierunku pójdę. To ten.

Pa.